Sylwester 2017

Głód jazdy na motocyklu i chęć zachowania tradycji sylwestrowych wyjazdów na moto oraz piękna pogoda spowodowały, że nie było innej możliwości niż założyć ciuchy, odpalić adv-kę i wyruszyć ku przygodzie :)
Z bramy swojego podwórka wyjechałem na wprost do lasu i zacząłem zaliczać leśne punkty naszej gry terenowej z II Manewrów Terenowych. W lesie bardzo sympatyczna nawierzchnia – dużo liści, a pod spodem kapitalne błocko. Idealne warunki do zabawy z uślizgami kół. Lasami przedostałem się do swojej działki, na której 13 lat temu posadziłem sadzonki brzozy.

Tak prezentują się teraz:


Ruszyłem dalej przed siebie, po porannym śniegu zostały tylko wspomnienia, a słońce pięknie oświetlało okoliczne pola:

Później pojechałem w miejsce, które pokryło się krwią Bogu ducha winnych ludzi podczas drugiej wojny światowej. Istniała tam niewielka wioska, 3-4 gospodarstwa. Słyszałem o tym niejeden raz, ale nigdy nie wnikałem w szczegóły. Niestety coraz mniej jest świadków tamtych czasów, więc przykręcam tempo i rozpoczynam zbieranie jak największej liczby informacji. Sama historia jest mi znana z kilku źródeł. W wiosce miało tego dnia być wesele, ktoś życzliwy zgłosił Niemcom ojca panny młodej (o powodach jest kilka informacji, nie chcę niepewnych podawać). Niemcy przyjechali o 4 rano, gdy wszyscy spali. Powyciągali z domów całą wieś i rozstrzelali na miejscu, a wszystkie gospodarstwa spalili. Pannie młodej „łaskawie” pozwolili się ubrać w suknię ślubną przed śmiercią (znaleziono ją rozstrzelaną właśnie w sukni). Z całej wioski uratowały się dwie osoby, których akurat w tym czasie nie było w domach. Brat panny młodej załatwiał coś przed weselem i nocował poza domem (potem się ponoć przez długi czas ukrywał, bo bał się, że jego też będą chcieli rozstrzelać). Drugi z mieszkańców był w tym czasie w niedalekiej Słupi Nadbrzeżnej. Znam nazwiska dwóch rodzin, muszę teraz poszukać informacji gdzie są pochowani. Szukam też dokładnej lokalizacji domostw, które kiedyś tworzyły tą niewielką wioskę. Wg dokładnych map, które posiadam (1914, 1920, 1942, 1944) zlokalizowałem mniej więcej, gdzie mogły stać te domy. Zasięgnąłem też języka – niestety po wojnie po wsi już nie było praktycznie śladu, może poszukać w sąsiednich wioskach, popytać, zobaczę. Gdy dojechałem na miejsce, znalazłem kilka charakterystycznych śladów, które znajdują się w miejscach, gdzie czas i roślinność przykrywają ślady ludzkiej bytności. To są prawdopodobnie dwa miejsca, gdzie niegdyś stały domostwa wsi Magnuszów:


Na pewno będę drążył temat dalej wśród okolicznych ludzi, może jakiś wykrywacz z poszukiwaniem śladów po domostwach. Marzy mi się postawienie tam jakiegoś głazu z tabliczką pamiątkową.
Gdy już tak nastroiłem się na nostalgię i myśli o nieubłagalnym czasie, który zaciera wszelkie ślady, postanowiłem pojechać do Potoka (wieś o której pisałem kiedyś tu na blogu, zabrałem tam też część osób na I Manewrach) i zobaczyć czy coś się zmieniło. Pojechałem na przełaj wg kierunków świata i odkryłem nowe, ciekawe dla advki drogi leśne. Z tego co zauważyłem na miejscu, zostały prawdopodobnie dwa zamieszkałe domy. Jeszcze dwa lata temu mieszkało tam około 5 rodzin. Kapliczka, którą zapewne część z Was pozna:

Charakterystyczne dla Potoka ruiny domu:

Zatrzymałem się również przy drewnianej chacie, którą przez dwa lata nadgryzł ząb czasu. Za rok, dwa nie będzie już pewnie po niej śladu i to nie z powodu kopalni, a coraz gorszego stanu drewna spowodowanego wszechobecną wilgocią. Udało mi się na kominie dostrzec datę budowy domu: 1944 rok.





Po krótkim spacerze po wiosce, wsiadłem na moto i po prostu zjechałem w pierwszą lepszą polną drogę, która się trafiła. Nie miałem dalszych wizji na konkretną trasę, więc zdałem się na spontaniczność i jazdę w nieznane. Po przejechaniu kilku kilometrów na rozstaju polnych dróg dostrzegłem coś w krzakach. Jak się okazało, była to stara, zapomniana kapliczka. Sądząc po datach zakładania okolicznych wiosek, datach widocznych na istniejących kapliczkach, ta również powinna być z przełomu XIX i XX wieku. Choć zastanawia mnie sposób jej budowy. Wszystkie okoliczne kapliczki mają bryłę kilku połączonych prostopadłościanów zwieńczonych krzyżem na wierzchu. Tak przypomina kapliczki stojące w innych regionach – albo jest starsza, albo postawił ją ktoś napływowy, kto mógł np. kupić okoliczną wieś.



Sądząc po jej stanie, trochę wody, trochę mrozu i niedługo nie będzie po niej śladu… Chwilę dalej wjechałem w las i zaczęło się baaaardzo sympatyczne błotko.




Miejscami słońce nie zdążyło rozprawić się z lodem i śniegiem


Podczas powrotu, także jadąc na „kierunki świata” nieznanym sobie drogami dojechałem do miejsca, z którego pięknie prezentowała się Cementownia Ożarów


Dalej były już tylko lasy i pola, kilkukrotnie musiałem tylko przeciąć drogi asfaltowe. W pewnym momencie wjechałem w tak mroczny las, że aż ciarki mnie przeszły :) Dosyć fajny, ale poczułem ulgę jak wyjechałem z niego do normalnego sosnowego :P Dalej pojawily się pola i znane mi już dróżki. Pojawił się także srebrny glob na horyzoncie:

Niebawem byłem w domu. I po raz kolejny adv-ka dała mi powód, by jej nie sprzedawać. Żadnym dużym moto bym takich tras nie zrobił, więc znów mam zagwozdkę :) Tak czy inaczej, był to świetnie spędzony czas na motocyklu


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s