Dookoła Tatr 2017

Pora na reaktywację bloga 🙂 Narodziny córki, budowa domu, zmiana pracy, to powody przez które całkowicie nie miałem czasu na pisanie. Córka ma pół roku, w domu zamieszkałem miesiąc temu, w pracy też już pół roku spędziłem, więc czas na nadrabianie zaległości. W tym i kolejnych wpisach napiszę o tym co działo się w 2017 roku, a rozpoczynam od wyprawy, którą planowaliśmy już dłuższy czas.

Plan objechania Tatr podrzucił Artur z Kompanii ADV, który od jakiegoś czasu przerzucił się za ADV-ki na Transalpa. Szybko znalazło się wielu chętnych do wyprawy i mieliśmy ją odbyć wiosną. Niestety śnieg pokrzyżował nam plany i z wyjazdu nic nie wyszło. Po jakimś czasie plan został reaktywowany i oprócz mnie i Artura zadeklarowali się znani Wam już z tego bloga Krzysiek z Biłgoraja, który do ADVki dokupił TDM-kę oraz Przemo, który jak Artur śmiga na Transalpie. Zaplanowaliśmy wyjazd na wrzesień. Przygotowywaliśmy się jakiś czas do tej wyprawy, zmieniliśmy trochę plany, że zaliczymy również węgierskie Aggtelek i czekaliśmy na dzień wyprawy.

PIĄTEK

W czwartek przygotowałem moto do startu i w piątek rano mogłem już objuczony torbami i ze spakowanym kufrem pojechać do pracy. Tam co chwila spoglądanie na zegarek i czekanie na magiczną 15:30. W międzyczasie dzwoni Krzychu, że niestety ale Przemo nie jedzie. Szkoda i to wielka, bo to jedna z tych osób, z którymi można by jechać na wyprawę dookoła świata. Zmieniamy więc z Krzyśkiem plan na miejsce spotkania, modyfikujemy swoje trasy i typujemy Łoniów na miejsce spotkania do ruszenia w dalszą trasę. 15:25 wyskakuję w pracy z oficjalnych ciuchów, wskakuję w motocyklowe, gaszę światło w pokoju, wyłączam kompa, klucz od biura w dłoń i jeszcze chwila… wychodzę szybkim krokiem, odpalam moto, żegnam się z przechodzącymi współpracownikami i ruszam. Ruszam w długo wyczekiwaną podróż. Droga przebiega dosyć sprawnie, choć „dziewiątka” na odcinku Lipnik – Łoniów przypomina drogę wojewódzką, a nie krajową, a natężenie samochodów ciężarowych, ciągników itd. nad wyraz duże. Gonię jednak, by Krzychu długo nie czekał. Po dojechaniu do Łoniowa okazuje się, że Krzycha jednak nie ma. Dzwonię do niego, nie odbiera, znaczy się – jedzie. Po kilku minutach oddzwania, że jest w Łoniowie. Okazuje się, że zsynchronizowaliśmy się idealnie z dojazdem do tej miejscowości. Szybka kawa na Orlenie to już w naszych wspólnych wyjazdach tradycja 🙂

IMG_20170929_163632.jpg

Potrzebujemy również czegoś do odłuszczenia szyby, by przykleić mocowanie kamerki – mocowanie na gmola pękło przy zakładaniu. Pytam na stacji – nie mają nic takiego. Gdy kombinujemy czym tu odtłuścić, podchodzi facet, który mówi, żeby podjechać do warsztatu niedaleko, tam nam odtłuszczą. Po chwili podchodzi drugi i mówi, że ma odtłuszczacz w sprayu w samochodzie, po czym przynosi mi wielką puchę i daje nam bezzwrotnie. Kurde ale życzliwość w tej miejscowości. Gdy uporaliśmy się z kamerką, okazuje się, że mam pęknięty stelaż pod kufrem. Kumulacja nieszczęść już na starcie niczego dobrego nie wróży, tym bardziej, że jest kilka minut po 17, a warsztat o którym mówił nieznajomy ze stacji mieli właśnie zamykać o siedemnastej. No nic, spróbujemy. Pędzimy do warsztatu i okazuje się, że jeszcze nie zamknęli, bo ktoś nalał benzyny do diesla i muszą mu spuścić. Po chwili rozmowy podejmują się pospawania pęknięcia, choć są zdegustowani, że nie będzie to zgodnie ze sztuką (na motocyklu, bez doczyszczenia materiału do gołej stali itp.), ale lepiej tak niż wcale.

IMG_20170929_172130.jpg

Po wszystkim mechanik mówi, że nic za to spawanie nie chce i życzy nam szerokiej drogi. Nosz kurde, ale naprawdę życzliwa miejscowość – 3 osoby w przeciągu kilkunastu minut, które bezinteresownie nam pomagają 🙂 Dziękujemy serdecznie, mechanik robi sobie zdjęcie Krzycha koszulki i ruszamy, by zdążyć na umówioną z Arturem godzinę. Na razie droga jest monotonna, widoki żadne, a powoli zaczyna zmierzchać. Przed Dąbrową Tarnowską odczuwam skutki jazdy ADV-ką – nieudane wyprzedzanie TIR-a. Krzychu nazwał to wyprzedzaniem na Wojtka. W Żabnie robimy postój i zdzwaniamy się z Arturem. Już wiemy, że będziemy odrobinę później niż zaplanowaliśmy, a robi się coraz chłodniej. Znów pędzimy przed siebie, a pomimo nocy wreszcie zaczynają się ciekawe widoki. Trasa od Czchowa do Nowego Sącza jest naprawdę malownicza i warto nią się przejechać w dzień, zatrzymać, zwiedzić niektóre miejsca. My niestety nie mamy czasu na zwiedzanie i zatrzymywanie, bo mamy spore opóźnienie, a Artur już tam na nas czeka. Po drodze w okolicach sławnych Maszkowic trafiamy na konkretną mgłę, która po kilku kilometrach ustępuje. Do punktu spotkania w Zabrzeżu dojeżdżamy o 21. Jest niesamowicie zimno i Artur rozsądnie proponuje by nie jechać przez serpentyny w okolicach Jeziora Czorsztyńskiego, a w stronę Nowego Targu i tamtędy do Jurgowa, gdzie mamy zaplanowany nocleg. Jazda w tej temperaturze w nocy nie należy do przyjemności, chyba wszyscy trzej marzymy bo dotrzeć już do miejsca noclegu. Gdy zobaczyłem nasz pensjonat, poczułem taką ulgę jakbym przyszedł na piechotę z Syberii 🙂 Przywitaliśmy się z właścicielką, zanieśliśmy graty do pokoi i szczęśliwi, że dojechaliśmy, postanowiliśmy jeszcze pojechać po piwa i coś do jedzenia do Bukowiny Tatrzańskiej. Po powrocie uznałem, że najpierw odmrożę się gorącą wodą pod prysznicem i tak też postanowiłem zrobić. Niestety woda była… zimna. Przynajmniej u mnie w pokoju, bo u chłopaków ponoć była ciepła. Za to u mnie działał TV. Trochę pogaduch, po dwa piwka i poszliśmy spać.

SOBOTA
Obudziłem się ok godziny 6, wyjrzałem przez okno i humor mi się nie poprawił. Za oknem… mróz.

DSC_0001

Trzeba będzie w takim razie poczekać z wyruszeniem. Poszedłem do chłopaków, zobaczyć co oni o tym sądzą, a tam takie widoki zastałem 🙂

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Nie pamiętam, o której się obudzili, ale dosyć późno 🙂 Za oknem również nie było bezchmurnie i przejrzyście, w zasadzie gór nie było prawie widać:

DSC_0011.jpg

Na śniadanie zdecydowaliśmy się pojechać do Strbskiego Plesa, a za pseudośniadanie posłużyły nam wygrzebane z dna plecaka zupki instant.  Spakowaliśmy się, rozliczyliśmy i dalej po przygodę. Dzień wcześniej nie zamieniliśmy złotówek na euro, ale uznaliśmy, że zatrzymamy się w pierwszym ujrzanym kantorze. Tak dojechaliśmy do granicy.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Od Zdziaru zaczęły się piękne widoki, a od Tatrzańskiej Kotliny już naprawdę genialne. Jechaliśmy i podziwialiśmy widoki, a kantoru jak nie było, tak nie było. Chmury też nie chciały zbytnio ustąpić

IMG_20170930_094846.jpg

Dojechaliśmy do Strbskiego Plesa, parkingi przepełnione, zobaczyliśmy, że stoi jakiś GS na poboczu, zakazów nie ma, więc zaparkowaliśmy i my. Poszliśmy na piechotę do mojej sprawdzonej karczmy, niestety była otwierana dopiero za godzinę, a nam szkoda było czasu. Poszliśmy więc chwilę przejść się wzdłuż jeziora, w międzyczasie chmury ustępowały.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Znaleźliśmy również otwartą knajpę, gdzie zdecydowaliśmy się na późne śniadanie. Podpytaliśmy kelnerkę o kantor i poszliśmy jeszcze wymienić walutę. Przelicznik w kantorze 4,98. Artur spróbował później w pobliskim bankomacie sprawdzić jego przelicznik i wyszło 4,63. Bankomat 50 metrów od kantoru :/ Zamówiliśmy sobie po pizzy, ja chciałem rozgrzać się herbatą, Artur postawił na smak coli, a Krzychu koniecznie chciał kawę. Wydedukowaliśmy, że jakaś zalivina, zalivana kava to czarna turecka kawa, Krzychu jednak przy zamówieniu pokazał zeleną kavę, nie zalivaną i za całe 2,50 Euro dostał kawę w filiżance mniejszej od kieliszka 😀

DSC_0020.jpg

Po takim zastrzyku kofeiny chciał jechać do Serbii, ale stwierdziliśmy, że Węgry też są ok. Gdy szliśmy z powrotem do motocykli i szukaliśmy magnesów na lodówkę, Artur dojrzał policję przy naszych motocyklach. Jak się okazało czekali na nas. Mandat za złe parkowanie wynosi 50 Euro, ale mieli tak dobry humor, że nam dadzą tylko po 10 Euro. Jak zacząłem się głośno zastanawiać, gdzie tu zakaz parkowania jest, to mnie Artur na ziemię sprowadził, że on chce zapłacić już te 10, a nie 50, nie powiem, dobry argument 🙂 Po przyjęciu mandatów zjechaliśmy na dół podziwiając widoki i pojechaliśmy w stronę Popradu, jeszcze we 3, bo kawałek odprowadzał nas Artur.  Nastąpiła chwila rozstania. Artur miał jechać wokół Tatr, a my na Węgry.

SONY DSC
Foto by Artu

DSC_0023

Godzina była jednak już dosyć późna i nasza wyprawa musiałaby wyglądać tak: o granica z Węgrami, wjeżdżamy za znak, fotka i wracamy. Bez sensu. Krzychu zaproponował, że może pojedziemy wokół tych Tatr jak to pierwotnie zaplanowane było, tym bardziej, że Słowacji nie pokochał za kawę i policjantów 🙂 Szybka decyzja, wracamy! A Artur jeszcze zaproponował powrót do niego do Krakowa i tam nocleg. Wróciliśmy na trasę wysokogórską i pognaliśmy w stronę Liptowskiego Mikulasa. Jakie tam są widoki!!!! Nie ma w Polsce tak fantastycznej, tak genialnej i tak pięknej trasy jak tam. Szczęka opada, chciałoby się to chłonąć i chłonąć i żeby ta trasa była jak najdłuższa. W Liptowskim Mikulasu chwila postoju i jedziemy dalej wjeżdżając znów w serpentyny, widoki i strome podjazdy. BTW: Kawałek trasy lecieliśmy po słowackiej autostradzie i ADVka wyprzedziła nawet auto 😛




W pewnym momencie Krzychu z Arturem zamieniają się motocyklami i Krzychu poczuł zew krwi, ciężko było za nim nadążyć. Tak pędził, że nie zauważył nawet term przy samej drodze, w których można byłoby się wykąpać. Wreszcie w pobliżu granicy zajeżdżamy po słodycze do lokalnego sklepu.

Tam też zauważam napój, który wygląda jak cola, więc kupuję.

Pod sklepem odkręcam i kur**a! Co to jest?! Smakuje jak tanie wino. Chłopaki degustują i zastanawiamy się co to za cholerstwo, czy czasami to nie jakieś wino najgorszego sortu w plastiku. Dochodzimy do consensusu, że to napój o smaku wina :D

Jedziemy dalej i po chwili granica naszego kraju ukazuje się naszym oczom :)

Stamtąd uderzamy przez Chochołów do Nowego Targu, bo Artur chce mi przedstawić lody, które są wg niego lepsze od Starowiślnej z Krakowa. Noooo dobre, naprawdę dobre, ale dla mnie faworytem jest krakowski Tiffany. Potem Artur zabiera nas w trasę widokową okrężną drogą przez Babiogórski Park Narodowy. Do Krakowa wjeżdżamy już o zmroku, też zaliczając autostradę. Wyprzedzanie w nocy na A4 Tira ADV-ką to wyczyn godny kaskadera, ale się udało. Zajeżdżamy do Artura do domu i parkujemy motocykle pod blokiem – tym razem dosłownie POD blokiem :)

Szybki wyskok do Auchana na zakupy alkoholowe i powrót do domu do Artura. Zaczyna się wymarzony odpoczynek, słuchanie muzyki, degustowanie alkoholu, jedzenie pizzy, oglądanie filmików, gra na Xboxie.

Przejrzeliśmy też materiały z wyjazdu

Swoją drogą wybierając Jim Beama, przekonałem Krzycha do tego smaku, a jak wiadomo Krzychu za tego typu alkoholami nie przepadał :P
Byłem tak zmęczony, że przysnąłem na pół leżąco. To był sygnał by iść spać, chwila pogaduch i zapadliśmy w sen, przynajmniej ja.

NIEDZIELA
Rano znów obudziłem się po 6, potem zacząłem budzić chłopaków chyba jakoś po siódmej, ale nie byli zainteresowani wstawaniem, więc zrobiłem sobie maraton Teorii Wielkiego Podrywu na Comedy Central, aż do jakiejś absurdalnej godziny i wreszcie obudziłem towarzystwo :P Chwila ogarniania się, kawka i poszliśmy zwiedzić forty niedaleko Artura. Ciekawa rzecz na jego osiedlu jest, niby Kraków, a jednak coś jest nie tak. Zagadka dla wprawnych oczu na poniższym zdjęciu, otwórzcie je w pełnych wymiarach i znajdzie coś co nie pasuje do Krakowa i w ogóle miasta :)

Po zwiedzeniu  fortów nadszedł czas na powrót do domu. Spakowaliśmy się, zeszliśmy pod blok i czas by ruszać. Okazało się, że pękł mi stelaż po drugiej stronie, a że w niedzielę marne szanse na spawanie, takim oto patentem uraczyłem swoje moto:

Wyruszyliśmy w drogę powrotną do domów. Artur odprowadził nas do Proszowic i wrócił do domu, a my łykaliśmy kolejne kilometry do naszych stron. W Staszowie rozstaliśmy się z Krzychem i każdy pojechał w swoją stronę.

To był niesamowicie pozytywny wyjazd. Dziękuję chłopakom za wspólne 3 kapitalne dni, jak najszybciej musimy taki wyjazd powtórzyć tylko dłużej i dalej :)

 


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s