Moje zakończenie pierwszej części sezonu :)

  Na wstępie standardowo muszę Wam napisać o tym, że mam spore zaległości 🙂 Kilka wyjazdów (w tym fantastyczny do opuszczonej wioski obok Staszowa), zlot w Biskupicach, a ja od lutego nic nie naskrobałem. Praca, budowa, niedługo narodziny drugiego dziecka – to wszystko się nawarstwia i zaległości rosną.

  Właśnie z powodu zbliżających się narodzin postanowiłem, że w ubiegłą niedzielę zakończę pierwszą część sezonu wraz z ekipą Kompanii ADV. Trasę zaplanował dokładnie Piotrek w okolicach Tarnobrzega. W piątek doszły zawirowania u mnie w pracy. Najpierw o 6 rano dowiedziałem się, że mam nockę w sobotę, więc poinformowałem chłopaków, że będzie problem i chyba się nie pojawię (po rozmowie telefonicznej z Krzyśkiem z Biłgoraja jednak zdecydowałem się na spóźniony przyjazd – siła perswazji 🙂 ), o 22 już dowiedziałem się, że jednak mam drugą zmianę w niedzielę i wtedy wyjazd w ogóle nie wypali, więc oświadczyłem przełożonemu, że w takim razie w pracy się nie pojawię i poinformowałem chłopaków, że przyjadę normalnie. O 6 rano w sobotę dowiedziałem się, że jednak cofnięte są zmiany i mogę przyjść na noc w sobotę. Znów odkręcanie wszystkiego… uffff…. Chore prawda? Umówiliśmy się z Krzyśkiem, że przyjedzie do mnie na wioskę o 11 i na Tarnobrzeg wystartujemy razem, a z Piotrkiem i Adrianem, że dołączymy do nich na miejscu z opóźnieniem. Z wioski miał jeszcze startować z nami nowy kolega na „trampku”.

  W dniu wypadu o 6 rano wyjechałem z pracy i przed 7 byłem w domu. Szybkie nastawienie budzika na 10:50 i wyczekiwanie na sen, który jakoś nie chciał złośliwie przyjść. Czekałem, czekałem, aż… obudził mnie budzik, czyli jednak coś pospałem 🙂 Poranna toaleta, olałem śniadanie, słyszę Krzychu jedzie. Wpadł na budowę, obejrzał dom, ja w tym czasie wskoczyłem w ciuchy na moto i pędzimy do Słupi Nadbrzeżnej na przystanek, bo tam czeka na nas już Rafał i jego Trans Alp. W międzyczasie jeszcze dowiedziałem się, że Adrian i Piotrek odpadają z wyjazdu.

IMG_20170604_112137

  Po krótkiej pogawędce ustaliliśmy, że skoro nie ma Piotrka, który odnalazł wszystkie „smaczki” w okolicach Tarnobrzega, jedziemy gdzie indziej. Na północ? Może być, po drodze odwiedzimy miejsce I Manewrów Terenowych, bo Krzysiek przywiózł coś od swojego kumpla dla nas 🙂

  Po zjeździe z asfaltu sprawdzamy jak radzi sobie „trampek” na szosowych oponach w terenie. Przy pierwszym przejeździe przez wodę gleba Rafała i to już nie ADV-ka, że kierowca podniesie i pojedzie dalej. Tutaj umęczyliśmy się we trzech. Dalej już było lepiej i Rafał wraz ze swoim sprzętem radzili sobie dobrze. Po zmianie opon powinno być już bezproblemowo 🙂 Najpierw zajechaliśmy na miejsce obozu manewrowego.

IMG_20170604_115339

  Moja ADV-ka nie stoi oparta o drzewo tak zupełnie przypadkowo. Otóż Krzyśka kolega, którego zdążyłem poznać na jego czterdziestce robi małe kapliczki i rozdaje znajomym, by rozwieszali je po świecie. Słysząc o naszym wyjeździe dał taką Krzyśkowi do powieszenia, a mnie od razu do głowy przyszło nasze obozowisko 🙂

IMG_20170604_115320IMG_20170604_115331

  Te medaliki to znaleziska autora i jego kolegów chodzących z wykrywaczem metali po lasach i miejscach związanych z II WŚ (nic nie przekręciłem Krzyśku? 🙂 )

  Komary i ciężkie przedburzowe powietrze nie pozwoliły nam długo posiedzieć. Ruszamy naszą trasą terenową tylko w łatwiejszej wersji. Przez piach przebijamy się bezproblemowo – zapas mocy w Hondzie widać w tym miejscu nad wyraz dokładnie, gdy rzuca piachem za siebie jak armatka śnieżna na stoku. Dojeżdżamy do przeprawy przez wodę. Jadę pierwszy na rekonesans i w połowie wody już wiem, że będzie głęboko, dużo głębiej niż zwykle. Wycofać się jednak już nie mogę, choć czuję jak nagle pot zlewa całe moje ciało. Z problemami, ale przejechałem. Chłopaki mówią, że wody było po bak – jakim cudem filtr powietrza nie zassał wody, pojęcia mi brak. Kilkanaście metrów obok przejazd był kiedyś płytszy, więc sprawdzam jak to wygląda tam. Miejscowi wysypali kamień i gruz, by wyrównać sobie przejazd i tam faktycznie jest płycej. Przejeżdżam z powrotem i chłopaki atakują wodę z tamtej właśnie strony. Ja chcąc się przedrzeć do tego przejazdu, a nie wracając do dróżki obok obieram ścieżkę niektórych osób z I Manewrów Terenowych, które od dróżki na głębszą wodę przebijały się po skosie do płytszej wody i tam poziom głębokości był ok. Sam zresztą znałem każdy dołek w tej wodzie, gdyż niejeden raz tamtędy przejeżdżałem. Wjeżdżam i przerażenie – po wysypaniu przez miejscowych gruzu zmieniła się charakterystyka tego przejazdu i tam gdzie kiedyś było płytko, niekoniecznie jest teraz. Po raz kolejny wpadam w bardzo głęboką wodę, zaczyna mną rzucać to na lewo, to na prawo, gaz w „oporze” i nie odpuszczam, bo nie wyjadę. Raz pochył na lewo, raz pochył na prawo, obraca mnie na boki, w 99% jestem przekonany, że kąpiel w wodzie i gleba są nieuniknione, tylko kwestia kiedy. Wyjechałem i uspokoiłem moto dopiero na piachu za wodą! Jakim cudem? Nie mam zielonego pojęcia. Tak jeszcze nie walczyłem z motocyklem nigdy. Krzysiek mówił, że tylny kufer dotykał wody, przód podnosiło i też był pewien, że nie wyjdę z tego cało. Miotało mną jak małą Regan w „Egzorcyście” 🙂 Mam dość terenu, wyjeżdżamy na asfalt i pędzimy na północ. W okolicach Solca nad Wisłą postój na tankowanie, uzupełnienie płynów i lecimy dalej.

  Pomiędzy miejscowościami Chotcza, a Lucimia napotykamy stary młyn przy drodze. Baaardzo fajne miejsce, ktoś to zakupił, bądź wynajął i eksploatuje wypoczynkowo. My oglądamy i fotografujemy oraz dzielimy się wrażeniami z okolicy, która jest bardzo malownicza, a intensywny zapach z lasów sosnowych potęguje przyjemne doznania.

  Ruszamy dalej i na horyzoncie wyłania się zarys zamku w Janowcu. Widać go z odległości kilkunastu kilometrów jak dostojnie rozciąga się na malowniczym wzgórzu. Niebawem i my lądujemy w tej miejscowości. Jako, że niesamowicie głodni, pierwsze kroki kierujemy do najbliższej restauracji. Nazywa się Maćkowa Chata i podobno serwują tam pyszne potrawy regionalne. Nie musimy nawet daleko iść, bo zaparkowaliśmy przed samym wejściem 🙂

IMG_20170604_140056

  W środku ciasno, ale kelnerka znajduje nam stolik dwuosobowy i adaptuje dla nas trzech. Zamawiamy Kluski Janowieckie, regionalną potrawę, która zdobyła kiedyś nagrodę Perła Lubelszczyzny. Muszę przyznać, że danie kapitalne i jeśli ktoś z Was będzie w tamtych stronach, koniecznie musicie spróbować. Ba, nawet będąc w Kazimierzu, warto przeprawić się promem do Janowca do tej restauracji. W Kazimierzu nic tak dobrego nie jadłem. Ciekawe jest jeszcze to, że zamawiając coś do picia, Krzychu wziął kawę i dostał filiżankę kawy. Natomiast my z Rafałem zamówiliśmy odpowiednio regionalny kompot za 5 zł i wodę „maćkową” za 2 zł i zamiast szklanek dostaliśmy po…. dzbanku 🙂 Naprawdę polecam.

  Najedzeni zaatakowaliśmy zamek, który rozciąga się na wzgórzu nad miasteczkiem, a prowadzi do niego stara brukowana droga pod górę. Na parkingu pod zamkiem okazuje się, że nie tylko my motocyklowo odwiedzamy to miejsce tego dnia.

IMG_20170604_145224

  Zamku ze względu na pogodę (duchota!) i stosunkowo mało czasu nie zwiedzamy, ale zaliczamy wypad po pamiątkowe magnesy i pobieżne obejrzenie go z zewnątrz.

  Na zamku brak zasięgu, a pasowałoby sprawdzić na mapach, gdzie jechać dalej. Z pomocą przychodzi nam papierowa mapa, którą wożę w kufrze (wcisnął mi ją jakieś 12 lat temu akwizytor pod jednym z ostrowieckich marketów i zjeździłem z nią cały kraj; pomimo, że obecnie dużo się zmieniło, to nadal dzięki niej wiele tras awaryjnie można zaplanować). Wskakujemy na moto i lecimy na północ, gdzie widoki już coraz mniej ciekawe. Po drodze napotykamy stary wojenny cmentarz.

IMG_20170604_152944

  Okazuje się, że jest to cmentarz żołnierzy niemieckich Polesie-Puławy. Naszła mnie w tym momencie refleksja, że dużo się złego mówi o naszych rodakach, ale popatrzcie – cmentarz żołnierzy najeźdźcy, agresora i potrafimy poszanować miejsce ich spoczynku. Jednak jesteśmy wbrew niektórym naginającym rzeczywistość mediom narodem cywilizowanym. Szkoda, że nasze cmentarze na Kresach spotykają akty wandalizmu i to pozostaje w wielu przypadkach przemilczane.

  Wracając jednak do rzeczy przyjemnych. Po kilkunastu kilometrach dotarliśmy do Czarnolasu. Miejsca tego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać.

IMG_20170604_154603.jpg

  W pięknym dworku mieszkał i tworzył tam sam Jan Kochanowski. Pierwsze kroki kierujemy oczywiście po… magnesy 🙂 Potem kierujemy się w stronę parku i zwiedzamy. Dochodzę do wniosku, że jakbym miał do dyspozycji taki dworek, taki park i taką posiadłość, to też bym chyba z radości coś napisał 🙂 Rafał słusznie zauważa jednak problem dużej ilości trawy do skoszenia 😛

  Jako, że godzina już późna, decydujemy się na powrót najszybszą możliwą drogą. Przebijamy się do Zwolenia i stamtąd DK 79 przez Ciepielów i Lipsko płynnie pokonujemy kolejne kilometry aż w Tarłowie zatrzymujemy się na stacji na kawę. I tam czeka na nas „niespodzianka”. Krzychu nie ma portfela, a w portfelu wszystkie dokumenty, kilkaset zł, karty do bankomatu, no i… kawy nie ma za co kupić 😛 Szybka retrospekcja w głowach, gdzie ostatnio korzystał z gotówki i wychodzi na to, że w Czarnolesie 60 km za nami. Dzwonię do muzeum, pytam czy nie znaleziono portfela, nie ma nic, ale pani w słuchawce mówi, że przeszukają parking z ochroną. Formujemy plan wyjazdu do Czarnolasu samochodem, a Krzychu… znajduje portfel w innej kieszeni. Nic tylko zabić 🙂

  Po kawie wpadamy na polne i leśne drogi. Pędzimy do mnie skrótami zreanimować popękane gmole i stelaże w Krzyśkowej ADV-ce. Po drodze postój w malowniczym lesie.

IMG_20170604_174928IMG_20170604_174939

 Po dotarciu na miejsce Rafał zauważa, że już późna godzina, żegna się z nami i wraca do domu. My zajmujemy się szybkim demontażem popękanych części i ich obróbką metaloplastyczną. Okazuje się, że o ile gmole pękły w prostym i widocznym miejscu, o tyle z tylnego stelażu wibracje zrobiły jesień średniowiecza – zajęcie na dłuższą chwilę.

IMG_20170604_183949

  Po poprawkach odprowadzam Krzyśka już samochodem na skróty do drogi, którą uderzy na Biłgoraj, a ja jadę do Ostrowca. To był piękny motocyklowy dzień 🙂

IMG_20170604_185213


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s