Jodłówka Tuchowska – 02.10.2016

  Kolejne zaległości mam we wstawianiu relacji na bloga (a przecież Manewrów Terenowych jeszcze nie opisałem z sierpnia), więc czas na zaległą relację z wyprawy do Jodłówki Tuchowskiej w pierwszą niedzielę października. Na kilka dni przed niedzielą, mój wyjazd stanął pod znakiem zapytania.

Dlaczego? Problemy z kolanem, które nagle zaczęło odmawiać posłuszeństwa i dawać o sobie znać przy każdej próbie ruchu. Z perspektywy dzisiejszego dnia wydaje mi się, że było to „przewianie” stawu w jeden z wcześniejszych weekendów, gdy w paskudną, deszczową pogodę wybrałem się do Emilcina w województwie lubelskim, gdzie jest pomnik…. lądowania UFO w tej miejscowości.

13256753a3451bebmed

Bliższe informacje na ten temat znajdziecie dzięki Google, gdzie jest bardzo duża liczba materiałów poświęconych temu zdarzeniu. Spotkałem się tam z Krzyśkiem z Biłgoraja, który również ujeżdża ADV-kę w naszej Kompanii (a gdyby on opisał swoje podróże, szczególnie rowerem, to byłby dopiero interesujący blog, bo trasy pokonuje imponujące). Potem zrobiliśmy jeszcze krótką objazdówkę i w sumie wyszło jakieś 150 km w paskudnej pogodzie.

 W sam dzień wyprawy do Jodłówki stwierdziłem, że nie boli aż tak bardzo, a pogoda piękna, więc pojadę. Kilku chłopaków już ujeżdżało te tereny od soboty, gdyż jeden z naszych kompanów osiadł tam kilka lat temu. Wyruszyłem dosyć późno, bo po godzinie 10, a do celu podróży miałem około 170-180 km. Wyjechałem motocyklem w nowym malowaniu, z nowym kufrem i w nowej kurtce typowej do długich wyjazdów w chłodniejsze dni (wszystko to i modyfikacje, i akcesoria mam zamiar opisać tutaj zimą, gdy będzie na to czas 🙂 ). Nowy kufer dał o sobie znać 70 km dalej, w Tarnobrzegu, gdy zatrzymałem się na krótki posiłek i tak niefartownie szarpnąłem za kluczyk zamykający, że złamałem go w zamku, a w środku został kask i rękawice… Na szczęście okazało się, że dokładając pozostałą część do tej złamanej wewnątrz, da się manipulować zamkiem, czyli można jechać dalej. Ruszyłem więc w drogę, która już upływała mi przyjemnie na syceniu oczu skąpanymi słońcem widokami po drodze. Gdy zbliżałem się do Pogórza Ciężkowickiego, zadzwoniłem do chłopaków, z którymi umówiłem się w Tuchowie. Moi drodzy, widoki jakie można ujrzeć dojeżdżając do Tuchowa zapierają dech w piersiach. Gdyby nie goniący czas, zatrzymywałbym się co chwila na podziwianie widoków i dokumentowanie ich telefonem (swoją drogą, po raz kolejny po powrocie jestem niezadowolony z robionych nim zdjęć, czas chyba zrobić w kufrze wygodne i bezpieczne miejsce dla lustrzanki). Wreszcie nadszedł czas spotkania na rynku w Tuchowie:

img_20161002_134552

Po krótkim odpoczynku, wyruszyliśmy do kolegi Assura na działkę. Spodziewałem się serpentyn, wąskich asfaltowych dróżek, a okazało się, że będziemy jechać wąskimi, szutrowymi dróżkami, ciężkimi technicznie podjazdami i stromymi zjazdami. Super! Widoki po drodze cudowne, a trasa świetna. Ból kolana był rekompensowany przez doznania wzrokowe.

Wreszcie dotarliśmy na miejsce. Assur realizuje moje marzenie o osiedleniu się w stosunkowo odludnym miejscu, z fantastycznymi widokami z okien. Gdy zaparkowaliśmy na jego działce…

img_20161002_142045

… mój motocykl upatrzył sobie lokalny pająk, który koniecznie chciał ze mną jechać dalej 🙂

img_20161002_153448

Trochę posiedzieliśmy, zjedliśmy po udku, którymi Marek wraz z żoną nas ugościli i czas ruszać w dalszą drogę.

jodlowka55
foto: DarekRajder

Po raz kolejny wpadliśmy na szutrowe szlaki (widać było, że często odwiedzane przez motocyklistów, nawet… dużego choppera minęliśmy 🙂 ) i dotarliśmy do wieży widokowej, z której rozciągają się imponujące widoki, choć tego dnia chmury trochę skróciły nam horyzont. Widok na okolicę rozciąga się mniej więcej z takiej wysokości:

img_20161002_162212

A podziwiać możecie takie oto widoki (wrzucam foto z google, bo marność aparatu telefonicznego dała tutaj o sobie znać):

https://www.google.pl/maps/@49.8436666,21.0964402,3a,75y,90t/data=!3m8!1e2!3m6!1s-CV2PcjRIwWc%2FV1mXvYCJXsI%2FAAAAAAAAApE%2FWMnyL8x-GkAzoQkCuvRXgQcvdx3_SKBVwCLIB!2e4!3e12!6s%2F%2Flh4.googleusercontent.com%2F-CV2PcjRIwWc%2FV1mXvYCJXsI%2FAAAAAAAAApE%2FWMnyL8x-GkAzoQkCuvRXgQcvdx3_SKBVwCLIB%2Fs203-k-no%2F!7i3072!8i2304?hl=pl

W dalszą drogę wybraliśmy się do… latarni lądowej. O ile latarnia morska nie dziwi nikogo, o tyle nigdy wcześniej nie spotkałem się z pomysłem ustawienia takiej latarni w głębi lądu.

img_20161002_163401

Ta zbudowana została w XVI wieku i wskazywała drogę kupcom wędrującym na Węgry.

Więcej na temat tej latarni znajdziecie w poniższym linku:

http://www.pogorza.pl/latarnia-na-szlaku-handlowym-jodlowka-tuchowska.htm

My, ze względu na nieubłaganie zbliżający się zmierzch, popędziliśmy jeszcze w stronę wzniesienia Liwocz, na szczycie którego znajduje się sanktuarium posiadające platformę widokową. Droga pod górę po raz kolejny okazała się tym, co adv-ki lubią najbardziej. Kręte drogi, szuter, wzniesienia i spadki. W połowie podjazdu okazało się, że dalej powinniśmy iść na piechotę, bo obowiązuje zakaz wjazdu dla pojazdów mechanicznych. Jednakże licznie przemierzający szlak turyści poinformowali nas, że na górze jest duża liczba samochodów, więc wzorem Świętego Krzyża, być może w niedzielę zakaz nie obowiązuje na dojazd do kościoła. Ruszyliśmy dalej i na górze faktycznie okazało się, że tego dnia jest tam spora liczba samochodów. Gdy tylko się zatrzymaliśmy, przyszedł do nas miejscowy ksiądz i zagaił rozmowę:

  • Oooo i motocykliści nas odwiedzili… A skąd chłopcy jesteście?
  • No z Ostrowca Świętokrzyskiego, Biłgoraja, Krakowa, jeden chłopak z okolic
  • Dzieci drogie….. To Wy pewnie głodni jesteście….

I zniknął, po czym za chwilę dostaliśmy talerz wędlin, sera żółtego, kosz chleba, a potem panie, które świętowały w tym miejscu 150-lecie miejscowego koła gospodyń wiejskich, doniosły nam jeszcze placki. Ksiądz chciał nas jeszcze herbatą częstować i w ogóle zostaliśmy potraktowani po królewsku. Chyba każdy z nas był totalnie zaskoczony, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Z taką życzliwością chyba spotkałem się pierwszy raz. W międzyczasie zwiedziliśmy platformę widokową, z której podziwiać można baaardzo szeroką okolicę. Ponoć przy dobrej przejrzystości widać Tatry, czy Góry Świętokrzyskie (niestety nam coraz bardziej się chmurzyło).

Pogadaliśmy jeszcze chwilę, aż żal było opuszczać to miejsce. Raczeni jeszcze byliśmy kolejną porcją placków:

img_20161002_175212

A na koniec zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie z księdzem, który ma tak niesamowicie życzliwe podejście do ludzi:

jodlowka111
foto: DarekRajder

Ruszyliśmy w drogę powrotną, bo zaczęło zmierzchać i częściowo rozstaliśmy się niedaleko Liwocza, a ze mną w dalszą drogę pojechali DarekRajder i Krzysiek z Biłgoraja. Po kilku kilometrach musieliśmy zatrzymać się na mały postój, gdyż Darkowi po tych wertepach przemieściły się bagaże i mogły powypadać. To nie był jednak ostatni nieplanowany postój tego wieczoru. Ciemno zrobiło się momentalnie, a mnie spaliła się żarówka w tylnej lampie. Nie dojechaliśmy jeszcze nawet do Dębicy, a w perspektywie miałem do domu jeszcze 160 km, więc ryzykownie byłoby jechać bez światła z tyłu. Na pierwszej z brzegu stacji benzynowej (bodajże w miejscowości Brzostek) udało mi się zakupić taką żarówkę. Wszystko miało pójść gładko, ale oczywiście złośliwość rzeczy martwych dała o sobie znać w tym momencie. O ile importowane z dalekiego wschodu motocykle obrosły już dużą legendą (i słuszną) o rozkręcaniu się wszelkich połączeń śrubowych, o tyle jedna ze śrubek klosza była tak mocno zakręcona, że nie dała się wykręcić, a co gorsza obrobiła się w środku. Miałem wybór – jazda na ryzyko i najechanie z tyłu, bądź jak najmniej inwazyjne uszkodzenie klosza, by dostać się do żarówki. Udało się zrobić to z w miarę małą szkodą dla klosza, a ubytek zakleiłem taśmą, którą miał przy sobie Darek. Popędziliśmy dalej. Z Krzyśkiem rozstaliśmy się na stacji benzynowej w Dębicy i ruszyliśmy z Darkiem przed siebie. Udało nam się bez postojów dojechać do Sandomierza, choć zmęczenie po całym dniu dawało o sobie znać, a potęgowała je jeszcze jazda w nocy przy beznadziejnym przednim oświetleniu ADV-ki. Jest to jedna ze słabszych stron tego motocykla i zamierzam w zimę z tym powalczyć. Po krótkim postoju w Sandomierzu, rozjechaliśmy się z Darkiem każdy w swoją stronę i w domu zameldowałem się około godziny 22.

 


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s