Niedzielny wypad na lody do Krakowa

  Duuużo wody w Wiśle upłynęło od mojego ostatniego wpisu, ale nie martwcie się, bloga nie zarzuciłem. Zmiana pracy, budowa domu, to wszystko pochłania czas i energię, a materiału się nazbierało trochę. Chociażby z ostatniego zlotu Kompanii ADV, czyli Manewrów Terenowych. Relację z tego zlotu dam, gdy pojawi się w sieci trochę więcej materiałów od uczestników. Dzisiaj chciałbym Wam natomiast przedstawić naszą wczorajszą przejażdżkę z DarkiemRajderem do Krakowa na lody.

  Pomysł wypadu na lody podrzuciłem spontanicznie na forum Kompanii w ubiegłym tygodniu i pojawiła się mała oznaka zainteresowania, więc postanowiliśmy jeszcze wpleść w spotkanie wizytę w Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie. Trasa do przejechania dla mnie to ~420 km w obie strony, czyli wreszcie przejażdżka, jakiej mi w tym sezonie brakowało. Prognozy pogody nie były sprzyjające, bo na niedzielę zapowiadano burze w całym kraju. W sobotni wieczór pojawił się jeszcze u mnie Darek i doszliśmy do wniosku, że jedziemy, a gdy zrobi się przed nami nieciekawie, to zawracamy i uciekamy przed burzą. Plan wydawał się rozsądny, gdyż cała ta zmiana pogody miała nadciągnąć z południowego zachodu, a my na Kraków nadciągaliśmy z idealnie przeciwnego kierunku – północnego wschodu.

  Umówiliśmy się z Darkiem na 7 rano w Opatowie, więc o 6 byłem już na nogach. Pogoda za oknem idealna. Słońce, czyste niebo, a temperatura w sam raz, ani za zimno, ani za gorąco. Szybka decyzja – odpuszczam spodnie i buty motocyklowe, będzie mi wygodniej chodzić po Krakowie (raz na 10 wyjazdów decyduję się na odpuszczenie takiego „umundurowania”). Wyruszyłem do Opatowa (40 km drogi) i nie odmówiłem sobie małego „skrótu” przez piachy i szutry, co skłoniło mnie po drodze do umycia moto na bezdotyku, bo w każdym zakamarku było zaschnięte błoto, piach i kawałki roślin. Na miejscu pojawiłem się z kilkuminutowym opóźnieniem, ale i tak Darka jeszcze nie było, więc strzeliłem szybkie zdjęcie telefonem (ogólnie nie zabierałem aparatu na wyjazd, bo nie miałem miejsca w kufrze – zabrałem przy okazji kufer darów natury z przydomowego ogródka dla siostry która od kilkunastu lat mieszka w tej byłej stolicy kraju).

IMG_20160821_071035

Gdy Darek pojawił się z opóźnieniem (już nie napiszę jakim, bo się wytłumaczył :)) wyruszyliśmy w trasę. Droga upływała lekko i przyjemnie ze względu dzięki odpowiedniej pogodzie. W pewnym momencie dołączył do nas zając, który jakieś 100 metrów prowadził szyk środkiem drogi, aż wreszcie umknął w pole.

Pierwszy postój w Staszowie, Darek się tankuje, ja się posilam i cieszymy się piękną pogodą oraz tym, że prognozy się nie sprawdziły.

IMG_20160821_081823

Po drodze mieliśmy się jeszcze zatrzymać w miejscowości Solec Zdrój, ale akurat była msza w kościele i nie było gdzie zaparkować. Gdy wylecieliśmy na trasę 79 zauważyłem, że u mnie z paliwem też nie jest najlepiej, więc pasowałoby się również gdzieś zatankować, a i Darek coś wspominał o postoju na napełnienie żołądka kanapkami, które sobie przygotował. Jakoś tak przegoniłem tą trasę szukając odpowiedniego miejsca, że przejechaliśmy ponad 40 km, aż zjechaliśmy na stację benzynową. Spotkaliśmy tam grupę motocyklistów z Sandomierza, którzy wybierali się do Ojcowskiego Parku Narodowego.

IMG_20160821_092430

Chwila pogaduch i wystartowaliśmy dalej. Zatrzymaliśmy się po kilkunastu km w Nowym Brzesku na śniadanie i wtedy niebo już nie wyglądało tak wyraźnie i przejrzyście.

IMG_20160821_101144

Jednakże pełni nadziei na dobrą pogodę wyruszyliśmy w dalszą trasę tym bardziej, że Kraków był już blisko.

Przed samym Krakowem zauważyliśmy spadające z nieba jakieś „paprochy”. Okazało się, że to grupa spadochroniarzy lądowała na pobliskim lotnisku 🙂 Szybki zjazd na bok i próba cyknięcia jakichś zdjęć ze spadochroniarzami w tle. Zdążyliśmy podjechać, gdy przedostatni już lądował, a ostatni był blisko ziemi.

Z racji tego, że była niedziela, ruch na krakowskich ulicach był znikomy i przedostaliśmy się przez miasto błyskawicznie. Pojechaliśmy na Borek Fałęcki, gdzie mieszka moja siostra i gdzie czekał już na nas kolega Adrian (greenman).

IMG_20160821_112332

Okazało się, że po drodze zgubiłem nakrętkę od stelażu bocznego i wahacza:

IMG_20160821_113334

Szczęście jednak sprawiło, że w pobliskim centrum handlowym Zakopianka znajdował się salon Rometa, który otwarty był również w niedzielę. Do sklepu podjechał greenman i dostał nakrętkę… za darmo 🙂 Szybki montaż i pędzimy pod muzeum, bo następne osoby już są na miejscu.

Zaparkowaliśmy przed samym wejściem do muzeum.

IMG_20160821_122059

Na miejscu byli też motocyklami kolega assur71 z Kompanii ADV, który przyjechał z Tarnowa i jego kuzyn z dziewczyną, którzy przyjechali z Bytomia. Jako, że poszli się posilić, tak też postanowiliśmy uczynić i my. Zdecydowaliśmy się na restaurację zlokalizowaną w starej zajezdni vis’a’vis muzeum. Jak dotąd wszystkie restauracje, które odwiedzałem w tym mieście były naprawdę trafione. Do tej mam niestety mieszane uczucia. O ile obsługa świetna, o tyle jedzenie już szału nie robi. Zamówiłem szaszłyki z mięsa mielonego z mixem sałat i nigdzie kurde nie doczytałem, że to są miniminiszaszłyki. Niedosyt zarówno fizyczny jak i mentalny pozostał.

Gdy reszta grupy dołączyła do nas, zaczęliśmy zwiedzanie. Zbiór motocykli jest co prawda jakiś mniejszy niż podczas mojej ostatniej wizyty, ale i te egzemplarze robię niesamowite wrażenie.

Perełką jednak okazała się czasowa wystawa WSZYSTKICH sześciu zachowanych egzemplarzy samochodu Beskid i jednej makiety modelu drugiej generacji.

Auto nigdy nie weszło do produkcji seryjnej, a pierwszy prototyp pojawił się w 1983 roku. Na swoje czasy auto było innowacyjne, nowoczesne i miało niesamowity współczynnik oporu powietrza Cx=0,29. Samochód wyprzedzał swoją epokę o co najmniej 10 lat. Wyprodukowano 7 prototypów, z czego jeden zniszczono podczas próby zderzeniowej. Jak to w naszym pięknym kraju bywało za PRL-u, nic z planów nie wyszło, a dokumentacja techniczna została zniszczona. Co ciekawe samochodem mocno interesowali się Chińczycy, a koncern VW chciał montować w nim swoje silniki i sprzedawać w swoich salonach w Europie. Najlepszą rekomendacją dla tego pojazdu jest to, że 10 lat po pojawieniu się pierwszego prototypu Beskida, Renault dzień po wygaśnięciu zastrzeżeń patentowych na karoserię naszego samochodu rozpoczęło produkcję Twingo. Wystarczy porównać obydwa modele i gołym okiem widać, skąd Francuzi czerpali inspirację.

 Po wizycie w muzeum okazało się, że rozpadał się deszcz. Padało słabo, więc nie czekaliśmy aż przestanie, a przecież nadszedł czas posilić się jeszcze raz, gdyż restauracyjny obiad został szybko zapomniany przez nasze żołądki. Greenman zaprowadził nas do Okrąglaka na Kazimierzu, gdzie jest raj dla miłośników zapiekanek. Darkowi chyba smakowały 🙂

IMG_20160821_141643.jpg

Potem przyszedł w końcu czas na pierwotny cel naszej podróży, a mianowicie lody na Starowiślnej. O dziwo kolejka poruszała się bardzo szybko i w ciągu kilkunastu minut byliśmy na jej czele.

IMG_20160821_144723

Słynne lody były bardzo dobre, wręcz wzorowe, ale jednak nie miały tego czegoś, co zachwyciło mnie w krakowskich lodziarniach u Tiffany’ego, czy  Good Lood. A może po prostu zapiekanki zdewastowały moje kubki smakowe? 🙂

Po powrocie na parking zastanawialiśmy się co dalej. Darek kusił jeszcze wyjazdem w okolice Skały, ale pogoda nie odpuszczała. Zrobiliśmy więc pamiątkowe zdjęcie i postanowiliśmy rozjechać się do domów.

Tym razem zdecydowaliśmy się na jazdę trasą 776 kierując się na Busko-Zdrój. Prawie do końca Krakowa eskortował nas Adrian, który przypłacił to przemoknięciem, bo deszcz nie ustępował. Dalej pognaliśmy już sami. To nie była już tak przyjemna i bezproblemowa jazda jak rano. Asfalt był mokry, a zacinający deszcz skutecznie osłabiał widoczność przez szybkę kasku, a każda próba jej uniesienia kończyła się na zacinaniu deszczu po oczach. Jednak udawało nam się jechać z prędkością 70-80 km/h i unikać póki co przemoknięcia. Lawirowaliśmy też pomiędzy chmurami, gdyż nasza trasa prowadziła tam, gdzie było najjaśniej, a po bokach czaiły się ciemne, groźne chmury. Na szczęście trasa 776 ma nawierzchnię w świetnym stanie i widać, że jest w miarę nowa. Gdybym jednak wiedział ile tam jest rond po drodze, to zacząłbym je liczyć 🙂 Fakt faktem, że z fartem udawało nam się uciekać przed goniącymi nas ciemnymi chmurami, które raczej łagodnego deszczu nie zwiastowały. Pierwszy postój na sprawdzenie map burzowych i radarów deszczowych zrobiliśmy w miejscowości, której nazwy nie znam, ale autochtoni poinformowali nas o sytuacji pogodowej.

Okazało się, że dopiero przeszła burza i poszła w kierunku, w którym jedziemy. Darek chciał dolewać oleju do swojego sprzętu, ale goniąca nas chmura zbliżała się z taką prędkością, że postanowiliśmy jej uciec i w bezpiecznej odległości zatrzymać się na dolewkę. Przejechaliśmy tak przez Kazimierzę Wielką i gdy wyglądało, że najgorsze mamy za sobą, zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej w miejscowości Krzyż. Darek na spokojnie dolał olej i zastanawialiśmy się chwilę, czy w pobliskim barze o wdzięcznej nazwie „Piekiełko” nie poczekać na rozwój sytuacji. Ciemne chmurzysko jednak nie dawało nam spokoju i stwierdziliśmy, że warto uciekać i zatrzymywać się w podobnym systemie. Lekki deszcz w dalszym ciągu nie potrafił przemoczyć nam ubrań (a w zasadzie moich „niemotocyklowych” spodni i butów), a jechaliśmy w nim już 60 km. Przed nami był spory podjazd pod górę, za którą nie było widać jak wygląda sytuacja z chmurami. Dowiedzieliśmy się po wjeździe na ową górę. Dopadł nas taki deszcz, że po niecałym kilometrze jazdy byłem cały mokry. Zatrzymaliśmy się na przystanku przemyśleć co dalej. Padało dosyć intensywnie.

IMG_20160821_171111

Nie wyglądało, że przestanie, więc postanowiliśmy przedrzeć się do jakiejś najbliższej restauracji, zajazdu, czy czegokolwiek, gdzie w cieple moglibyśmy się napić herbaty i chwilę przeschnąć. Jechaliśmy i jechaliśmy, nie wyglądało na to, że szybko się gdzieś zatrzymamy, a deszcz lał nieustannie. W pewnym momencie musiałem się zatrzymać, by schować portfel i telefon do kufra, bo kurtka motocyklowa również zaczęła mi przemakać. Tym sposobem dojechaliśmy do Buska, gdzie okazało się, że połowa dróg ma zakaz wjazdu (chyba ze wszystkich stron i trzeba się na nie teleportować, by wyjechać, lub wjechać), a na całe centrum w niedzielę jest otwarta jedna pizzeria i jeden kebab. W naszej sytuacji nie szczędziliśmy „pochwał” dla tego miasta. Był nawet pomysł, by jechać dalej, bo było nam już naprawdę wszystko jedno będąc tak przemoczonymi, ale rozsądnie byłoby jednak coś ciepłego wypić i zjeść. Zaliczyliśmy więc pizzerię o wdzięcznej nazwie ‚stopiątka”, która inspirowana i wystrojona jest na część naszej poczciwej Syreny 105. Naprawdę fajny lokal, fajny klimat, dobra pizza, choć ohydny sos czosnkowy i fajny sposób wywoływania klientów, dla których gotowa jest pizza, wibrującym gadżetem. Gdy czekaliśmy na pizzę i herbatę poszedłem do łazienki się osuszyć. Wyżąłem skarpety do sedesu, napchałem papieru do butów, który wyciągnął trochę wody i również go zutylizowałem. Miałem w pewnym momencie pomysł na podstawienie butów pod suszarkę do rąk, ale łazienka była tak zbudowana, że były 3 kabiny (kobiety, mężczyźni, niepełnosprawni) zamiast 3 osobnych pomieszczeń. A że w kabinie obok siedziała jakaś kobieta, którą chyba zestresowałem przed załatwieniem tej dłuższej czynności fizjonomicznej, to nie chcąc jej stresować dalej, opuściłem łazienkę. Zjedliśmy pizzę, wypiliśmy herbatę i ruszyliśmy dalej, by jak najwięcej trasy zrobić przed zapadnięciem zmroku. W Busku deszcz był mniejszy…

… ale tuż za Buskiem rozpadało się jeszcze bardziej. Miałem dość, nawet bokserki miałem przemoczone, a im było później, tym chłodniejszy pęd powietrza mnie mierził. W pewnym momencie zaświtał mi pomysł na poprawienie swojej i tak beznadziejnej sytuacji. Trzeba szukać marketu! Szkoda tylko, że niedziela i to późny wieczór. Znaleźliśmy taki po 40 kilometrach. W Staszowie była otwarta Biedronka. Zakupiłem sobie komplet 3 par skarpet, spodnie dresowe i kilka reklamówek jednorazowych. Poszliśmy do łazienek, gdzie w jednej kabinie Darek się osuszał (jemu do butów po spodniach zaczęła spływać woda), a ja się przebierałem. Na stopy założyłem 2 pary skarpet i reklamówki jednorazowe. Dzięki reklamówkom nie musiałem kupować butów, tylko włożyłem stopy do swoich mokrych. Pod przemoczone spodnie założyłem dresy, które również powinny ze 30 kilometrów wytrzymać. Pod kurtką natomiast obłożyłem się reklamówkami, które miały mnie chronić przed wiatrem. Tak wystartowaliśmy dalej i termicznie przez jakieś 20 kilometrów czułem się ok. Sucha stopa podstawą dobrego samopoczucia! Nawet jak mi dresy później przemokły, to mając suche stopy czułem się odrobinę lepiej. Zatrzymaliśmy się jeszcze na tankowanie na stacji benzynowej, gdzie spotkaliśmy grupę motocyklistów na dużych turystycznych maszynach, którzy podążali w tym samym kierunku co my przez najbliższe 30 kilometrów. Dzielnie dotrzymywaliśmy im kroku, choć w pewnym momencie musieliśmy zwolnić. Zapadł zupełny zmrok, a mnie przepaliły się światła mijania. Lampa odrobinę w dół, włączyłem długie i jakoś sobie radziłem. Minus jest taki, że światła drogowe są tak podłe, iż nie widać przy ich pomocy prawie nic, a dodając do tego opady deszczu po zmroku robi się naprawdę nieciekawie. Rozdzieliliśmy się z Darkiem w Opatowie i każdy pojechał w swoją stronę. Nigdy w życiu tak mi się droga nie dłużyła. Czułem, że zapalenie płuc w gratisie do wyprawy będzie gwarantowane. Nagle za Ożarowem przestało padać i ostatnie 20 kilometrów jechałem bez deszczu. Nawet sobie nie wyobrażacie, jaki to komfort i frajda dla przemoczonego człowieka. Nabrałem ponownie werwy do jazdy. Zameldowałem się w domu przed 22. Po powrocie do domu szybka kąpiel w ciepłej wodzie, gorący posiłek, herbata, polopiryna plus moczenie nóg w gorącej wodzie. Te zabiegi plus ta zmiana skarpet w Staszowie sprawiły, że chyba dzięki nim uniknąłem jakiejś (odpukać) choroby typu przeziębienie, czy w najgorszym wypadku zapalenie płuc. Wyjazd na pewno z gatunku tych, o których można opowiadać wnukom 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s