Kulinarnie I – Kazimierz Dolny

  Sezon w pełni, motocykliści przemierzają kraj wzdłuż i wszerz od rana do wieczora. Takie podróżowanie to jednak nie tylko toczenie się po horyzont, ale także dobre jedzenie w przydrożnych knajpach i restauracjach. Nie zawsze jednak trafiamy na restauracje, które będziemy potem znajomym opisywać jako godne polecenia, czasem można wdepnąć w niezłe…. chociaż nie, przy jedzeniu nie wypada 🙂 Czasem można wdepnąć na minę. Właśnie dlatego dobrze podzielić się swoimi doświadczeniami. Dlatego też chcę co jakiś czas wrzucać swoje opinie na temat smakowych doświadczeń doznanych podczas wypraw i przejażdżek. Stąd pomysł na wpisy tytułowane „Kulinarnie”

  Na pierwszy ogień wziąłem Kazimierz Dolny. Miasto uwielbiane przez turystów, w tym przez motocyklistów, których całe tabuny weekendami okupują miasteczko. W Kazimierzu motocyklem byłem kilkukrotnie, w tym kilka razy po ostatnim zlocie w Biskupicach.

  W ubiegłym roku tocząc się po okolicy ze swoją drugą połową, zatrzymaliśmy się w Kazimierzu, by się posilić. Po kilkunastominutowym spacerze i oglądaniu witryn restauracyjnych, zdecydowaliśmy się na bar Weranda znajdujący się przy głównej ulicy przebiegającej przez miasteczko. Tłok, ścisk, ale udało nam się znaleźć wolne miejsce. Bar ma specyficzny sposób zamawiania i odbierania dań na numerki, coś à la nadmorskie smażalnie ryb. Pierwsze niemiłe wrażenia wywołała na mnie czystość stolików na werandzie i podejrzewam, że gdybym nie zamówił wcześniej dania, to zrezygnowałbym z tego baru. Jednak złe miłego początki 🙂 Po otrzymaniu ogromnego placka zbójeckiego, wszelkie wątpliwości zostały rozwiane. Gotują nieźle, porcje są duże, dania w miarę smaczne i poza czystością stolików nie ma się do czego przyczepić. Finezji i polotu tam nie znajdziemy, ale nie każdy tego szuka, bo cóż mi po finezyjnym daniu, które będzie drogie i mikroskopijne, a ja niesamowicie głodny po wyczerpującej drodze. Dla mnie to solidni wyrobnicy, gdzie można najeść się do syta.

  Tydzień po zlocie w Biskupicach wybraliśmy się z Przemkiem z Kompanii ADV na objazdówkę po okolicach Janowiec – Kazimierz Dolny. I znów centrum Kazimierza stało się miejscem, gdzie postanowiliśmy poszukać zastępstwa dla niedzielnego, domowego rosołu. Swoją drogą, gdy sezon w pełni, można zapomnieć jak smakują domowe obiady w weekendy 🙂 Wybraliśmy się do smażalni ryb zlokalizowanej nieopodal Małego Rynku. I tutaj zapomniałem reguły, jaką ustalam sobie za każdym razem, gdy wyjdę z jakiejkolwiek smażalni ryb, a mianowicie „nie jedz w smażalniach ryb”. Do frytek i surówek oczywiście nie ma się co przyczepić, ale ryba to standard 90% polskich smażalni, czyli 1cm panierki 5mm ryby 1cm panierki. Podejrzewam, że pewnie jeszcze niejeden raz z jakiejś smażalni skorzystam, choć teraz znów się zarzekałem w myślach, że więcej do tego typu lokalu nie idę. Osobiście jestem na nie, choć może trafiłem na taki kawałek ryby, bo Przemek wspominał coś, że zjadł tam kiedyś dobrą rybę. Póki co, odpuszczam sobie ten bar.

  Kilka dni później znów znalazłem się w Kazimierzu z moją wybranką, więc postanowiliśmy przetestować kolejną gastronomię. Podczas ostatniej przejażdżki z Przemkiem, dostaliśmy ulotki z baru Fresh, w którym obowiązuje coraz popularniejsza w naszym kraju forma barowa – sami sobie nakładamy, co chcemy, ważymy i płacimy za ciężar. Czemu by nie spróbować? Lokal znajduje się kilka minut spacerkiem od Rynku na samym końcu ulicy Podzamcze. I tutaj powiem Wam, że byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Bardzo duży wybór, duża różnorodność potraw i niezły smak. Naprawdę jestem pozytywnie zaskoczony tym barem i jeśli ktoś chce niedrogo i dobrze zjeść, to na pewno nie będzie zawiedziony. Polecam, choć zastrzegam, że nie jest to wykwintna restauracja z romantyczną atmosferą, gdzie możecie się oświadczyć, bądź zjeść romantyczną kolację 🙂 Raczej bardzo dobry bar szybkiej obsługi.

  I znów kilka dni temu miałem okazję pojawić się w Kazimierzu, w którym złapała nas okropna ulewa. Nic tak nie wpływa dobrze na samopoczucie jak ciepłe jedzonko w ciepłym lokalu, gdy jesteśmy cali przemoczeni. Ze względu na aurę nie mogliśmy spokojnie przyglądać się lokalom, a musieliśmy wpaść do pierwszego lepszego. Jako, że wychodziliśmy z kościoła Farnego przy Zamkowej, przeskoczyliśmy szybko do knajpy obok z szyldem Obiady Domowe, Śniadania. Rozsiedliśmy się z kartą, gdy za plecami usłyszeliśmy jak pani z obsługi niezbyt miło potraktowała innych gości. O, to nieźle musieli zajść jej za skórę, skoro tak postąpiła. Pracuję w innej branży, ale w bezpośrednim kontakcie z klientem i końcu jaki by klient nie był, trzeba się uśmiechać, by budować pozytywny wizerunek firmy, a jeśli ktoś traci spokój i równowagę, to klient musi być naprawdę ciężki. Spojrzałem za siebie, normalna rodzina z dziećmi. Po zdecydowaniu się na wybrane dania, zmuszony byłem użyć karty, gdyż w portfelu zazwyczaj noszę jakieś drobiazgi. Pytam pani z obsługi, czy można zapłacić kartą i… stawiam oczy w słup. To nie z tą rodziną było coś nie tak. Pani traktuje mnie tak samo jak tych poprzednich. Jeśli chcecie sobie wyobrazić jak to wygląda, to polecam filmy Barei. A może to zamierzone zachowanie, by klienci z nostalgią wspominający PRL mogli poczuć się w tej knajpie swojsko? Ja bynajmniej i zabraliśmy się pomimo ulewnego deszczu jak najszybciej  stamtąd, nie dając sobie szansy na degustację. Wpadliśmy biegiem kilka drzwi dalej do Kebabu Pod Psem. Nazwa chwytająca, trzeba przyznać 🙂 Ciasno, małe pomieszczenie, niedużo stolików, ale ludzie…. obsługa miła i uśmiechnięta, można? można!! Z uwagi na poprzednie doznania, już u mnie zaplusowali. Pomimo, że nie przepadam za naszym drugim po pizzy „narodowym” daniem, to nie chciało mi się w ten deszcz już szukać kolejnych miejsc. Raz na jakiś czas można i kebab zjeść. Tutaj fajnym rozwiązaniem jest wybór sałatek/surówek, które sami sobie nakładamy po odebraniu dania (kebab na frytkach). Kebab jednak niestety przeciętny i mało wyrazisty w smaku. Ot z serii zjeść i zapomnieć, jednak za nazwę, kulturę i pomysł z sałatkami – plus ode mnie.

  Kazimierz odwiedzę pewnie jeszcze niejeden raz, więc lista się powiększy, a póki co zapraszam do dzielenia się w komentarzach Waszymi doświadczeniami z kazimierskimi restauracjami i barami.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s