Ostrowiec Świętokrzyski – nietypowo cz. I

  Dzisiaj będzie nietypowo. Nietypowo, bo… rowerem i nietypowo, bo w nietypowe miejsce. Ostrowiec Świętokrzyski to moje rodzinne miasto. Tu się urodziłem, tu wychowałem. To miasto jest turystycznie specyficzne. Z jednej strony zlokalizowane na terenie turystycznie atrakcyjnym, bo tuż obok malowniczych Gór Świętokrzyskich. O ile góry są na południowy zachód od Ostrowca, to na południe niedaleko mamy historyczny Opatów z m.in. podziemną trasą turystyczną, na wschód Ćmielów z najsłynniejszą chyba w Polsce fabryką porcelany i jej muzeum, zamkiem. Na północny wschód odwiedzany przez rzesze turystów Bałtów z plastikowymi dinozaurami i rzadko odwiedzany, o dziwo, unikat na skalę światową, czyli neolityczną kopalnię krzemienia w Krzemionkach. Na zachód są jeszcze ruiny zabytkowej walcowni w Nietulisku, a w centrum tych atrakcji jest Ostrowiec. Miasto, w którym nie ma absolutnie nic do zwiedzania. Totalna pustka jeśli chodzi o atrakcje turystyczne. Jak tu więc przedstawić swoje miasto komuś, kto nigdy nie był, a chciałby się nim zainteresować? Czy wrzucać zdjęcia rynku, kościoła, wieży ciśnień jak to bywa na wszystkich kartkach pocztowych? Nuuuuda, prawda? I motocyklistów to ma dodatkowo zachęcić? Więc jak przedstawić to miasto? A może…. nietypowo! Pokażę Wam miejsca, których przeciętny, rodowity mieszkaniec Ostrowca w życiu na oczy nie widział. Pozostając w klimacie poprzedniego wpisu o wsi Potok i „nicniewieczoności” przejechałem się rowerem po miejscach, które odchodzą w Ostrowcu w zapomnienie.

  Ostrowiecka Spółdzielnia Mleczarska istnieje w Ostrowcu od 80 lat. Starsi mieszkańcy zapewne pamiętają jak w latach 80 ubiegłego wieku budowano nowy zakład mleczarni. Zmiany ustrojowe, zmiany zasad kredytowania i inne problemy spowodowały, że po 1989 roku zaniechano budowy i pozostawiono dotychczasowe postępy na łaskę losu. Jeszcze kilkanaście lat temu ruiny niedokończonego zakładu było doskonale widać z ulicy Bałtowskiej. Dzisiaj kilkuhektarowy teren systematycznie zarasta lasem i mało kto z przejeżdżających wie, co się kryje za widocznymi krzakami. A wystarczy zagłębić się weń na kilkaset metrów, by napotkać pierwsze ruiny:

  Dzisiaj miejsca te są ulubionymi miejscówkami dla miłośników paintballu, amatorów tanich trunków, młodzieży eksperymentującej z różnymi substancjami i zwolenników seksualnych igraszek w plenerze. Rozbite w ogromnych ilościach szkło, które wala się dosłownie wszędzie pod nogami plus porastające dookoła akacje, których leżące na ziemi gałązki ozdobione są pokaźnymi kolcami jednoznacznie wskazują, że nie jest to miejsce na wjazd motocyklem. Nawet rower prowadziłem, by nie przebić żadnej z opon.

mlecz10

Gdyby chcieć sfotografować wszystkie betonowe i żelbetowe pozostałości po budowie, zabrakłoby chyba miejsca na serwerze. Praktycznie co chwila napotykamy na jakieś niedokończone budynki, mury itp. niezidentyfikowane budowle.

Nawet lokalny akropol się znajdzie (a narzekałem, że brak atrakcji turystycznych 🙂 )

Znalazłem też pomysł na oczko wodne. Moje wytrzymało kilka lat i folia nadawała się do wymiany. Tutaj od jakichś 30 lat na okrągło stoi woda i jest szczelnie:

mlecz7

Niestety nie ma już najbardziej charakterystycznego budynku, którym była żelbetowa i zadaszona konstrukcja dużej hali. Gdy kilkanaście lat temu ruiny były widoczne z głównej drogi, był to najbardziej charakterystyczny budynek. Paradoksalnie zbrojenie, które miało zapewnić mu długą żywotność stało się główną przyczyną tego, że już nie istnieje. Ktoś odzyskał zapewne pokaźną ilość złomu i zainkasował z tego tytułu niezłą sumkę. W ubiegłym roku budynek jeszcze stał. Dzisiaj wygląda to tak:

mlecz12

Za kilka lat nie pozostanie pewnie już żaden ślad.

  Kolejnym miejscem, które odwiedziłem, jest fabryka cystern, która opuszczona została stosunkowo niedawno, bo niecałe 10 lat temu. Zastanawiam się, co wygląda bardziej smutno i ponuro. Czy mleczarnia, po której zostały tylko betonowe ruiny, czy ta fabryka, która wygląda jakby ktoś po prostu z dnia na dzień przestał tam przychodzić i natura zaczęła robić swoje.

Zastanawia mnie, jakim cudem lokalni miłośnicy złomu jeszcze nie splądrowali tego miejsca. Otwarta brama, pustki dookoła i wszystko jakimś cudem stoi. Fajnie byłoby, gdyby ktoś się tym miejscem zaopiekował i pozostawił stan obecny naturze, by pazerni złomiarze nie dokończyli dzieła upadku. Czy nie przypomina Wam to trochę Prypeci ze zdjęć? 🙂

Dla miłośników tego typu zapomnianych miejsc to naprawdę gratka do zwiedzania. Nie szukałem na siłę dostępu do hali produkcyjnej, gdyż raz, że nie miałbym co zrobić z rowerem, a nie chciałbym go stracić, a dwa, że wolałbym jednak najpierw zapytać kogoś, kto formalnie jest właścicielem bądź opiekunem, czy można.

Na placu jeszcze można napotkać jedną mniejszą halę, która chyba nie została dokończona, pozostałości po koparce i oznakowaniu przejazdu kolejowego.

  Jadąc w stronę domu przeciąłem jeszcze tor motocrossowy, który będzie trzeba odwiedzić kiedyś ADV-ką

  Ostatnim miejscem, które wczoraj odwiedziłem są pozostałości po Fabryce Domów.

dom1

Można jeszcze obejrzeć spatynowane suwnice, do których na razie jeszcze nikt się nie dobrał:

Miłośnicy złomu jednak znaleźli sposób na drabiny wejściowe na galerie, jak i…. część galerii i torowisk:

dom4

W najbliższym czasie urządzę sobie dalszą podróż po zapomnianych i opuszczonych miejscach mojego miasta. A jest ich jeszcze wiele…


Jedna myśl w temacie “Ostrowiec Świętokrzyski – nietypowo cz. I

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s