Motocyklowe podróże – małe, czy duże?

  Jak wspominałem gdzieś w początkowych postach, pisanie bloga związanego z motocyklem chodziło mi po głowie dużo wcześniej przed zakupem owej maszyny. Jednakże w opozycji do tych planów stawały przemyślenia, że w końcu nie jeżdżę dookoła Polski, przez Europę, do Afryki, Indii, ani nawet z Bieszczad do Szczecina. Więc cóż to za blog motocyklowo-podróżniczy, skoro wyprawy mają ograniczają się do maksymalnie raptem 300 km? Wątpliwości było dużo, bo gdzie ja, a gdzie Mnich, Jaskiniowiec, Luca. Jak świetnie czyta się o ich dalekich wyprawach, prawda? Sam z wypiekami na twarzy czytam o ich przygodach i wyjazdach. Stwierdziłem jednak, że skoro interesują mnie miejsca, które odwiedzam, to inna forma bloga, bardziej regionalna, również spodoba się Wam, czytelnikom i znajdzie się dla niego miejsce :).  Jak widzicie blog istnieje i pierwszy sezon wypraw, choć w pigułce, już opisany.

   Może stwierdzicie, że jestem trochę dziwny, ale nie lubię długich wypraw głównymi drogami, na których nic ciekawego nie uświadczymy. Są po to, by prowadziły z punktu A do punktu B. Jeśli wgłębicie się w dwuczęściowy skrót mojego sezonu 2015 na tym blogu, to zauważycie, że więcej emocji dostarczały mi boczne, lokalne trakty niż drogi główne. Taki wyjazd pod Ukrainę okazał się nudną wycieczką do celu i zraził mnie trochę do województwa lubelskiego, jako niemającego nic ciekawego do zaoferowania. Tak samo droga na kończące sezon ognisko do Adamowa przyniosła mi odrobinę emocji nie ze względu na podziwiane po drodze widoki, a ze względu na pogodę i gdyby nie wspaniała atmosfera na samym ognisku, ludzie, gospodarze i impreza, to pewnie nie byłoby o czym wspomnieć . Inaczej wyglądało to, gdy podróżowałem po lokalnych drogach i zaskakiwany byłem co jakiś czas czymś ciekawym, jak chociażby gdy jadąc od Sandomierza skrótami, spodziewałem się wiosek z samymi sadami, a znalazłem pomnik Zawiszy Czarnego i basztę w Kicharach. A czy wy nie zastanawiacie się czasem przejeżdżając 100 razy jakąś drogą i widząc od niej boczną dróżkę, gdzie ona prowadzi i co tam można zobaczyć? Każdy z nas zastanawia się nad tym jak fajnie byłoby pojechać do tu, tu czy tu, a wszyscy, podejrzewam, że bez wyjątku, nie znamy swojej najbliższej okolicy.

   Dzięki swojej ciekawości i ADV-ce odkryłem tyle interesujących dla mnie miejsc w swojej okolicy, o których nie miałem wcześniej zielonego pojęcia. Każda, nawet najkrótsza przejażdżka odbywa się w ten sposób, że wjeżdżam w boczne uliczki, leśne trakty, polne dróżki, którymi wcześniej nigdy nie jeździłem i podziwiam, a to jakąś maleńką wioskę, a to krajobraz, czy dzieła ludzkich rąk.

    A gdzie sedno sprawy? Pewnie niejedna z czytających osób się zapytała już w myślach. Otóż dzięki Rometowi dowiedziałem się jak fascynujące może być zwiedzanie czegoś, czego nie znamy, a co w najbliższej okolicy traktujemy jako pewnik, że nie będzie niczym interesującym. Chciałbym też, by mój zapał do eksploracji niedalekich terenów, był inspiracją i zachętą dla osób w natłoku codzienności i obowiązków, które nie mają dużo czasu, pieniędzy, aby również mogły czerpać przyjemność z jazdy na motocyklu oraz poznawać turystycznie swoje okolice. Pewnie nie każdy z nas będzie miał szansę odbyć choć jedną tak daleką podróż, jak wspomniani wcześniej koledzy, ale może czerpać fun z jazdy i zwiedzania również blisko domu. A jeśli nadarzy się okazja, to równie przyjemnych i fascynujących przygód Wam życzę, no i oczywiście podzielenia się tym z innymi 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s