Klasyka mam, czyli o Żuczku słów kilka

Zima. Co prawda jeszcze nie kalendarzowa, ale za oknem jak najbardziej temperatura zimowa, pierwsze opady. Zima do jazdy motocyklem zdecydowanie nie nastraja, a blog przecież motocyklowy prawda? Dzisiaj odstąpię od tematyki motocyklowej, choć od motoryzacyjnej niekoniecznie. Dzisiaj będzie o klasykach. Życzę Wam przyjemnej lektury:)

Boom na klasyczne auta w kolekcjach pasjonatów w obecnej formie wybuchł stosunkowo niedawno, bo jakieś 2 lata temu. Oczywiście wcześniej była ogromna rzesza fanów old i youngtimerów, jednak dzisiejsza popularność „zabytków” przerosła chyba najśmielsze wizje fanatyków.

We mnie myśl o czymś zabytkowym, klasycznym rodziła się od kilku lat, tylko po pierwsze nie mogłem sprecyzować swoich wymagań co do rodzaju auta (najlepiej byłoby mieć wszystkie rodzaje), a po drugie stan moich finansów nie pozwalał na inwestycję w taki samochód. Gdy wreszcie myśl przerodziła się w czyn, postanowiłem szukać czegoś, co mnie zainspiruje. W dalszym ciągu nie miałem jednak jasno postawionych przez siebie wymagań czy to będzie osobówka, terenówka, dostawczak, czy coś innego, a czy może polski klasyk, czy może radziecki, czy z zachodu itd. itp. Warunek w zasadzie był jeden – ma być coś niedrogiego, bo na Mustanga z 1967 roku jednak nadal nie było mnie stać. Pierwszym oglądanym przeze mnie okazem była Skoda 100. Oczywiście pierwsza wizja pięknie odrestaurowanego auta i lekkie podniecenie, że jest, jest, będę miał klasyka, to emocje, które mi towarzyszyły, ale zdrowy rozsądek wziął górę. Stan auta był zbyt zagadkowy, by bez walizki pieniędzy istniała szansa na niedzielne przejażdżki po wiejskich duktach. Kolejny był UAZ, który jednak szybko odstraszył mnie swoją karoserią. Gdybyście zobaczyli, że sumaryczna grubość wszystkich warstw farb (bo to nawet już nie lakiery, a farby) przekracza grubość blachy na aucie również uciekalibyście w popłochu 🙂 Następny był Nissan Sunny B12 w automacie i gdyby nie sprzedający, z którym ciężko było umówić się na jazdę próbną, pewnie dzisiaj bym tym autem jeździł, bo naprawdę mi się podobało. Następnie kolejno oglądałem kilka Maluchów, Dużego Fiata, czy Ładę 2106, ale na żadne z tych aut nie mogłem się zdecydować z czystym sumieniem. Pewnego razu podczas przeglądania któregoś archiwalnego numeru Auto Świat Classic przerzuciłem stronę na artykuł o Żuku i…. stwierdziłem, że to jest to 🙂 Nigdy żadnego dostawczaka nie miałem, nie jechałem nawet takim, a przecież to, co nieznane, przyciąga nas podobno najbardziej. Zaczęły się więc poszukiwania tego jedynego, wymarzonego modelu. Niestety to, co ukazywało się w promieniu kilkudziesięciu km ode mnie w ogłoszeniach, dyskwalifikowało się samo ze względu na swój stan wizualny lub nieadekwatną cenę. W pewnym momencie byłem już nawet zdecydowany na jeden egzemplarz, o którym dowiedziałem się pocztą pantoflową. Rama w świetnym stanie, paka też, tylko kabina do kompletnego remontu. Opieszałość sprzedającego zadziałała na jego niekorzyść. Podczas, gdy on zastanawiał się, czy zrobić dla mnie przegląd, czy może ja sam powinienem sobie zrobić, na jednym z serwisów ogłoszeniowych znalazłem pięknie wyglądającego Żuka. Nie zastanawiałem się długo, wyciągnąłem pieniądze i kolejnego dnia rano byłem już na podwórku u sprzedającego. Był to sadownik spod Sandomierza (pozdrawiam go serdecznie :)), który woził tym Żukiem jabłka na giełdę i auto było w jego rękach od nowości. Nie było mowy, bym się w nim nie zakochał i po krótkiej jeździe testowej siedzieliśmy przy stole spisując umowę. Tak stałem się posiadaczem Żuka.

Kilka suchych faktów:

Auto: FS Żuk A11
Rok Produkcji: 1990
Silnik: 2120 ccm S21 70KM
Liczba biegów: 3 + wsteczny:)

Oto kilka fotek zrobionych w dniu zakupu, gdy testowałem go w swoich okolicach:

Plany co do auta były takie, że rozbieram je szybko i restauruję go do stanu auta klasycznego i staram się o żółte tablice. Plany planami, a życie zweryfikowało je bardzo szybko. Zamiast rozebrać samochód i dłubać przy nim wieczorami w garażu, ja oddawałem się przyjemności z jazdy. Coś porównywalnego z przyjemnością z jazdy na motocyklu, którym można zjechać z głównej drogi w lekki vide moje obecne ADV. Jazda Żukiem pochłonęła mnie do tego stopnia, że mój ówczesny motocykl, Honda CBR, kurzył się w garażu! Zarejestrowałem się na forum miłośników polskich dostawczaków (serdecznie polecam, bo to świetne miejsce http://polskiedostawczaki.pl/) i chłonąłem z niego informacje. Zafascynowałem się tym tematem tak, że w roku 2014 wsparliśmy z moją drugą połową i nasza firmą akcję Żukiem Przez Świat jako jeden z mniejszych (ale jednak :)) sponsorów w wyprawie do Maroka (http://zukiemprzezswiat.pl/).

W międzyczasie przygotowywałem auto do II Spotkania Pojazdów PRL w Tarnobrzegu. Żuk dostał opony z wojskowego Honkera, lekki detailing kabiny i odświeżenie tłumika

W tak przygotowanym aucie mogliśmy wybrać się z moją połowicą na zlot. Jednakże już po kilku pierwszych kilometrach pojawił się znak zapytania. Nowe opony były trochę za wysokie w porównaniu do oryginałów i zaczęły na wybojach docierać do plastikowych nadkoli wewnętrznych. Krótka narada – wolniej na wybojach i jedziemy dalej! Tak dotarliśmy na zlot, na którym poznaliśmy fajnych ludzi, na którym pomimo strasznego, ale to strasznego upału, była bardzo fajna atmosfera, na którym potwierdziło się, że niekomercyjne, a pasjonackie zloty, to kwintesencja dobrej zabawy, wspaniałej atmosfery i miłych wspomnień. Spotkanie zostało opisane w Classic Auto z września 2014 roku i na zdjęciu widać nawet mojego Żuka 🙂 Zdjęcie artykułu na FB

Kilka moich zdjęć ze spotkania. Inne możecie zobaczyć na profilu imprezy w powyższym linku.

W drodze powrotnej pod Sandomierzem złapaliśmy gumę. Niedziela, popołudnie, nie mamy lewarka, nie mamy klucza do kół, zapas „dziurawy”, upał ponad 30 stopni w cieniu. Internet w telefonie to jednak świetny wynalazek. Po jakiejś godzinie zjawił się właściciel wulkanizacji ciężarówek z Sandomierza, który się zlitował nad nami i jako jedyny odpowiedział na nasze problemy. W rezerwie mieliśmy jeszcze mobilną wulkanizację z Ostrowca, ale nie dość, że kilometry, koszty, to jeszcze przerwalibyśmy rodzinną imprezę, więc szukaliśmy alternatywy. Na szczęście sandomierski wulkanizator przyjechał, zabrał koło, pojechał i znów po jakiejś godzinie wrócił, a my mogliśmy nareszcie udać się do domu. Powrót z przygodami, który możemy wspominać do dzisiaj 🙂

DSC_0616

Z bólem serca musiałem przygotowywać się do rozbiórki Żuka, by wziąć się wreszcie za jego restaurację. Po zdjęciu plandeki jeszcze jednak trochę pojeździłem:

CAM00369

Również zdjęcie paki nie zastopowało mnie przed jazdą tym samochodem:

CAM00387

Nadszedł jednak czas, by naprawdę pożegnać się z jazdą Żukiem, a zabrać się za doprowadzanie go do stanu idealnego. Szybkie sprawdzenie ciśnienia sprężania, by wiedzieć jak brać się za silnik, 10,5 10,5 9,5 10, panewki też ok, więc szybki wniosek – wymiana uszczelek, uszczelniaczy, docieranie zaworów, planowanie głowicy, to wystarczające zabiegi przy tym silniku. Pierwsze rozkręcanie śrubek i auto powoli staje się szczuplejsze:

Później kabina zrobiła małego fikołka 🙂

20150927_101020

Obecnie silnika nie ma już w ramie.

Plany co do niego to:

  • wymiana baku na nowy
  • wyczyszczenie i zabezpieczenie ramy (jedna wstawka spawana)
  • spawanie poprawek przy podłodze kabiny, malowanie kabiny
  • budowa skrzyni ładunkowej od zera z nowych materiałów
  • zawieszenie – wymiana sprężyn i amortyzatorów
  • hamulce
  • poskładanie wszystkiego do przysłowiowej „kupy”

Podsumowując, podjęcie decyzji o zakupie Żuka to był strzał w 10 i jestem szczęśliwy, że posiadam auto z duszą. Kupiłem go wiosną 2014 roku, od jesieni 2014 powoli przy nim bawię się w odbudowę. Nie mam ciśnienia na czas odbudowy, więc pewnie jeszcze trochę wody w Wiśle upłynie, gdy auto wyjedzie ponownie na drogę. Generalnie jednak nie spieszy mi się i celebruję każdą chwilę spędzoną na zabawie przy tym aucie. Każdemu z Was życzę, by znalazł takie auto z duszą jak udało się to mnie 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s