Pierwszy sezon z Rometem – podsumowanie cz. I

Po sprzedaży „cebry” długo zastanawiałem się jaki moto kupię i czy w ogóle kupię. Wiosną jednak widząc jeżdżących motocyklistów coraz bardziej nabierałem przekonania, że muszę coś kupić. Priorytety już były inne niż kiedyś. Nie liczyła się prędkość, moto miało być małe, mało palić i radzić sobie także poza asfaltem na polnych drogach. W głowie też rysował się plan na objeżdżanie okolicznych miejscowości, miejsc pamięci narodowej i poznawanie tego co bliskie, a nieznane. Pierwszy spodobał mi się Ogar Caffe – genialne wzornictwo, jednak na żywo okazał się po prostu za mały. To samo było z Soft Chopperem. Po obejrzeniu na żywo Junaków w salonie już byłem w zasadzie zdecydowany na zakup któregoś z nich. W ostatniej chwili wybrałem się jednak do Sandomierza, by tam z ciekawości obejrzeć kilka innych motocykli i sprzedawca polecił mi ADV-kę. Przymierzyłem się – duży w porównaniu z innymi! Do tego silnik 150ccm, wygląda jakby nie tylko nadawał się na polne drogi, ale i gorszy teren. Chyba czas rezerwować! Pojechałem do domu, przesiedziałem przed komputerem ze 3 dni czytając wszelkie wady i zalety tego motocykla i postanowiłem go kupić. Po odbębnieniu wszelkich formalności – tablicę, kask i rękawice pod pachę, jedziemy po Rometa :) Mieszkam po części w bloku w Ostrowcu Świętokrzyskim, a po części powoli przeprowadzam się na swoją wymarzoną wieś nad Wisłą, 30km na wschód od Ostrowca, to wszelkie przyszłe wyjazdy i bazę dla mojego motocykla ustanowiłem na wsi. ADV-kę odebrałem dokładnie 19 maja tego roku. Pierwsza podróż Sandomierz – wieś to 45km. Akurat tak, by podzielić tą trasę na 3 postoje. Był i czas na pierwszą fotkę z pierwszego postoju:

20150519_110759

Motocykl w garażu, więc najprzyjemniejsza rzecz – jazda! :) W sezonie poza krótkimi dojazdami do pracy, czy kilkukilometrowymi przejażdżkami, czas na jazdę miałem tylko niedzielami.

Pierwsze przejażdżki to zaplanowane zwiedzanie okolicznych miejsc, które niedostępne były dla mnie do tej pory z poziomu samochodu:

Jakieś 50 km, by nie nadwyrężać świeżutkiego silnika, w pierwszą niedzielę padło.

Kolejna przejażdżka to wyjazd po asfaltach na zaporę Wióry i przy okazji nieufny w 100% jeszcze nowemu sprzętowi jechałem przez Ostrowiec, by w razie rozkręcenia się go i rozpadnięcia na śrubki móc go w częściach do domu zanieść ;D Z wioski nad zaporę i z powrotem w sumie jakieś 120km

Zrobione na liczniku już ok 200 km, więc może czas dać mu trochę cięższy teren? Postanowiłem przebić się ze wsi do Ostrowca po linii prostej. Było błoto, były piachy, było… fajnie :D Po drodze ujrzałem śliczną altanę w środku lasu, której musiałem zrobić zdjęcie:

20150604_140132

Liczba km może nie imponująca, ale podłoże, widoki wszystko zrekompensowały.

Kolejny weekend, to jakieś objazdówki wkoło komina i podziwianie uroków wokół mojej wsi:

Następnej niedzieli zdecydowałem, że czas jechać przed siebie. Po prostu przed siebie, bez zaplanowanej wcześniej trasy, miejsc, a zobaczymy co będzie. Jako, ze moto nadal na dotarciu, to w dalszym ciągu podróże miały być niedalekie i co jakiś czas miał być postój. Wystartowałem ze wsi na północ i już po kilkunastu km stanąłem jak wryty. Piękny widok! Po prostu piękny…. Jakby ktoś się kiedyś strasznie zgubił to pomiędzy miejscowościami Sulejów, a Dorotka horyzont z 3 stron świata jest magicznie gdzieś daleko… Zdjęcia tego nie oddadzą, więc nacieszyłem się widokiem, pyknąłem fotki i jadę dalej.

Ładna pogoda, więc „cały czas do przodu” jak to mawiali w jednym kabarecie parodiującym polską reprezentację w piłce nożnej. Tak dotarłem do Solca Nad Wisłą, więc postanowiłem zobaczyć jak wygląda budowa nowego mostu na Wiśle. Z mostem tym wiąże się ciekawa legenda. Ktoś ponoć kiedyś rzucił klątwę, że nigdy tam most nie powstanie, a jeśli powstanie to zostanie zniszczony. I tak patrząc na fakty, tuż przed IWŚ zbudowano pierwszy most, który zaraz po wybuchu wojny został zniszczony. Kolejny most oddano do użytku w sierpniu…. 1939r. Nietrudno się domyśleć, że kilka miesięcy później został zniszczony. Teraz trzecia próba dobiega końca:

Chciałem przejechać na drugą stronę, ale perspektywa mandatu 1000 zł za wjazd skutecznie mnie zniechęciła. Jednakże w niedalekiej odległości jest przeprawa promowa, więc jak tu nie skorzystać z okazji i nie przepłynąć na drugą stronę :)

Tam zatrzymałem się przy fajnie wyglądającym polu chmielu (?? prawdopodobnie chmiel, choć głowy nie dam :) )

20150621_123925

Nie omieszkałem też zobaczyć jak nowo powstający most prezentuje się z drugiej strony:

20150621_124850

Kierowałem się na Annopol by przejechać mostem na swoją stronę Wisły, bo pogoda robiła się coraz mniej ciekawa. Po drodze zdążyłem jeszcze zatrzymać się, by utwierdzić się w przekonaniu, że widoki z tamtej strony są równie piękne, co z naszej:

20150621_130923

Moje obawy co do pogody ziściły się w Annopolu i lunął ogromny deszcz, więc nadszedł czas na przymusowy postój, jak się okazał w gronie większych kolegów mojej ADV-ki:

20150621_133919

Po pół godziny zdecydowałem, że czas ruszać, bo deszcz i tak ustanie. Jak zdecydowałem, tak zrobiłem i do domu wróciłem cały przemoczony :) Liczba km to raptem 110, ale widoki to w 100% mi zrekompensowały.

Tydzień wcześniej pojechałem na północ, więc teraz czas na południe. Wystartowałem tym razem do Annopola, gdzie obejrzałem most z nowej perspektywy już po Lubelskiej stronie.

20150628_113733

Po chwili relaksu ruszyłem na południe jakąś lokalną dróżką, która nagle się urwała i przeszła w polną drogę kierującą się do lasu. Jako, że zazwyczaj jeżdżę na azymut, a nie po mapie, a ADV nie sport i po terenie sobie radę da to heja przed siebie. Szkoda, że zdjęć nie robiłem ale piachy, błota i skarpy sprawiły, że do najbliższej drogi asfaltowej dojechałem cały mokry. Po drodze pierwszy pomysł to zobaczyć San wpadający do Wisły, ale jakoś przejechałem zjazd w tamtą stronę, a brak ciekawych widoków sprawił, że skoncentrowałem się na podziwianiu lokalnej architektury i sposobu budownictwa domów jednorodzinnych. Doszedłem do wniosków, że więcej zdecydowanie tam buduje się z czerwonej cegły niż w moich rejonach :) Gdzieś za Radomyślem nad Sanem stwierdziłem, że nic ciekawego do oglądania tu nie ma i skręciłem w jakąś boczną drogę, a tam po kilku km ujrzałem coś fajnego – Rekonstrukcja przejścia granicznego z okresu zaborów. Austro-Węgry i carska Rosja. Obok wymowny pomnik.

Pojechałem dalej, ale już nic ciekawego niestety nie ujrzałem i po ~130km zameldowałem się w domu.

Następnej niedzieli byłem pewien – na południe już nie pojadę, bo nie ma sensu. Trzeba jechać w ładniejsze rejony. Do Solca wcześniej droga mnie urzekała, więc dalej również musi być pięknie. Wyruszyłem poznaną przeze mnie trasą i znów delektowałem się fajnymi widokami. Upały były masakryczne, moto doganiał jakoś 1000km przebiegu, ale bałem się by się nie zagotował, więc zatrzymywałem się często w cieniu. Gorąco dawało chyba jeszcze bardziej we znaki mnie, niż silnikowi ADV-ki. Dojechałem do miejscowości Chotcza i zobaczyłem fajny zabytkowy kościółek:

20150705_121957

Jako, że bardzo ładne okolice mijałem, jechałem dalej na północ. Nagle na horyzoncie widzę jakiś zamek… Hmmm…. Janowiec!!! No to jazda :) Dojechałem do zamku, miała odbyć się za kilka godzin akurat jakaś parada motocyklowa, ale upał był tak straszny, że nie chciało mi się czekać. Pogadałem chwilę z innymi motocyklistami, zobaczyłem ile mam paliwa i… zamarłem. Gdzie tu najbliższa stacja jak ja na oparach prawie jadę? Koledzy motonici przyszli z pomocą. Akurat jedna grupa przyjechała z drugiej strony Wisły i polecili mi, że najbliższa stacja jest w Kazimierzu, więc dojadę bez problemu. Szybkie foto w drodze na prom z zamkiem w tle.

20150705_125753

I jazda na prom. A tutaj prom klasa wyżej niż w Solcu. Widać lepszą jakość samego promu, większy profesjonalizm i podejście do klienta ze strony obsługi promu, no i przede wszystkim niższa cena. Szkoda, że kolejki większe, a ja prawie się już gotuję w tym słońcu.

20150705_132534

Sam Kazimierz piękny, ale upał plus zatrzęsienie ludzi w mieście zniechęca mnie do zatrzymania, jakichkolwiek fotek i po tankowaniu kieruje się tamtą stroną Wisły w stronę domu, bo pomimo uzupełniania płynów, zaczyna mi się kręcić w głowie od jazdy w tym słońcu, a to już staje się niebezpieczne i dla mnie, i dla innych użytkowników drogi. Stanąłem jeszcze dwa razy po drodze na lody, co jednak wcale nie zredukowało gorąca, które mnie rozkładało na łopatki. W sumie jakieś 160km z pięknymi, naprawdę pięknymi widokami, choć niestety ze strasznym upałem w tle.

Upały trochę ostudziły (a to paradoks :) ) mój zapał do podróżowania i w kolejnych tygodniach wybierałem się na przejażdżki nie dalej niż 120-130km w obie strony.

Zwiedziłem dzięki temu niedaleką od mojego miasta kopalnię Sudół/Krzemionki:

20150712_140950

Odwiedziłem Jezioro Tarnobrzeskie i widziałem zlokalizowane przy nim palmy:

ADV-ka zaparkowała także nieopodal sandomierskiej Starówki:

20150726_150402

Poznała także Nysę w Górach Pieprzowych:

20150726_151743

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ


3 myśli w temacie “Pierwszy sezon z Rometem – podsumowanie cz. I

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s